poniedziałek, 5 września 2016

(Nie) wracam

Tak, wiem — nie było mnie tu... no, jakiś czas. Nawet bardzo długi czas, nie ukrywajmy. Przepraszam więc wszystkich za tak długą nieobecność, milczenie i totalny tumiwisizm. Ale, Kochani, sprawa wygląda tak, że... nie wracam. Nie będzie kolejnych rozdziałów Leku na samotność, przynajmniej nie na blogu. Nie wiem, czy się ucieszycie czy nie, ale niezaprzeczalnie właśnie tak będzie. 

Dlaczego? 

A no, dlatego, że przestało mnie satysfakcjonować publikowanie w Internecie dla, przyznajmy, dość wąskiej grupy odbiorców oraz to, że mój blog jest częścią tak szeroko pojętej blogosfery — szarej, stopionej masy blogów i tych lepszych, z naprawdę świetnymi powieściami, i tych gorszych, z pierwszymi zapiskami początkujących pisarzy czy wręcz, nie bójmy się tego słowa, grafomanią. Nie, to nie tak, że się zanadto cenię  — ale po prostu chcę tworzyć bardziej, hm, na poważnie.

Co dalej?

A, no to jest bardzo dobre pytanie. To nie tak, że kończę pisać. Wręcz przeciwnie — zaczynam po prostu mierzyć wyżej niż blog. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. :)

Czy to pożegnanie?

Absolutnie NIE! Jasne, nowych rozdziałów tu nie będzie, to postanowione, ale na Wasze blogi dalej będę zaglądać. Wiem, wiem — i w tym się ostatnio nieco opuściłam, nadrobię prędko. Upomnijcie się, proszę, w komentarzach, jeśli kiedyś u was bywałam, a teraz nagle zniknęłam  trochę mnie w blogowym pół-światku nie było i muszę to wszystko ogarnąć. :)
No i, jak obiecałam wyżej, na pewno poinformuję Was o tym, co dalej. O ile jakieś dalej  w ogóle będzie, rzecz jasna. Trzymajcie kciuki. :)

A TERAZ CAROUSEL DZIĘKUJE...


...za komentarze, rady, spostrzeżenia, Wasze czujne, czytelnicze oczy, wytknięte i poprawione błędy i literówki,  każde wejście, komentarz, obserwowanie bloga... ZA WSZYSTKO. To był naprawdę fajny czas, merci. 

4 komentarze:

  1. Oooo, szkoda, że nie będziesz publikować dalej tego, w co już zdążyłam się wciągnąć. Jakąś tam rację masz z tym blogowym światkiem. Jesteś ambitna, więc chcesz czegoś więcej niż kilku komentarzy pod rozdziałem i to osób, które niekoniecznie aż tak bardzo się na tym znają. Próbuj czegoś innego, a może wkrótce przeczytamy Twoją książkę? O ile do czegoś takiego dążysz.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to znaczy mierzyć wyżej niż blog? Planujesz napisać coś konkretnego i wysłać do Wydawnictwa?
    No szkoda, że wyszło tak, a nie inaczej, ale rozumiem :-) Powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, bo mimo wszystko myślę, że blog może być pomocny. Dzięki komentarzom autor wie, jak czytelnicy odbierają jego opowiadanie, jak na nie reagują. To dobra lekcja. Ale skoro uważasz inaczej, to rób po swojemu. Życzę powodzenia ;) I kto wie, może zobaczę kiedyś w księgarni Twoją książkę ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że blog może być pomocny. Masz rację - kontakt z czytelnikami, ich rady, spostrzeżenia czy wytknięte błędy są bardzo ważne. Tyle tylko, że nie ukrywam, że chciałabym to wydać, a raczej ciężko, żeby ktoś zapłacił za coś, co wcześniej mógł mieć za darmo. Poza tym - żeby opinie czytelników na blogu były miarodajne, treść rozdziałów "u autora" i na blogu musi się pokrywać, a ja ostatnio np. zmieniłam nieco rozdział pierwszy i napisałam kompletnie nowy prolog, więc opinie pod tymi rozdziałami - choć, oczywiście, niezmiernie jestem za nie wdzięczna - już teraz średnio się przydadzą. Do tego często piszę nie po kolei - mam, na przykład, dość spory fragment z późniejszego 'momentu' w powieści, którego na bloga nie wstawię, dopóki nie pojawią się wcześniejsze rozdziały, a nie chcę pisać na siłę tylko po to, żeby na blogu się coś działo i w miarę cyklicznie i systematycznie pojawiały się nowości, na czym, niestety, niewątpliwie cierpi jego 'popularność'. A tu już nawet nie chodzi o to, że zależy mi na tysiącach wejść, mnóstwie obserwatorów i komentarzy, bo chcę być cool, ale o to, że im mniej osób będzie go odwiedzać (a jeśli nie pojawiają się nowości, to tak się, niestety, dzieje), tym mniej cennych rad i komentarzy, o których pisałaś, więc i sama "pomocowa" rola bloga też nieco cierpi. ;)

      Usuń